Wskazówka zegarka przesunęła
się o centymetr dalej na tarczy. Czas płynął nie ubłagalnie. To właśnie jego
brakuje nam najbardziej. Nie zdążamy z wykonaniem wszystkiego, co dla nas
ważne. Wpadamy w amok pracy, potrzeby zdobywania pieniędzy. Zapominamy o tym,
że z każdą kolejną sekundą, minutą, godziną jesteśmy coraz starsi, a zeszły
wtorek nigdy więcej się nie powtórzy. Idziemy dalej, ba przecież wtorki są co
tydzień. Tylko może w tamten wtorek uśmiechałaś się częściej? Może wtedy trawa
wydawała się bardziej zielona, a niebo bardziej niebieskie? Może byłeś bardziej
szczęśliwy?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jbfanfiction. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jbfanfiction. Pokaż wszystkie posty
1 marca 2015
4 lutego 2015
Rozdział 10 "Friend"
Dziękuję miśki za każdy komentarz pod poprzednim rozdziałem, kocham Was!
Rozdział dedykowany TinyDrug, która jest moją bratnią duszą na blogosferze. Dzięki, że jesteś.
Pierścionek na
mojej prawej dłoni gładko obracał się po obwodzie palca. Zdawałoby się, że moja
praprababcia była kobietą, lubiącą dobrze zjeść, gdyż biżuteria była dla mnie
nieco za duża. Jeden granatowy kryształek na srebrnej obręczy mienił się w
blasku salowych jarzeniówek. Imponował mi swoją prostotą i wykonaniem, należał
także do mojego ulubionego zestawu wraz ze srebrnym łańcuszkiem oraz zawieszką
z kryształkiem robionym na wzór pierścienia.
Skóra na moich dłoniach była wysuszona i nieprzyjemna w dotyku. Wszystko
przez codzienne zmywanie naczyń oraz sztućców w rodzinnej restauracji. Już
ponad miesiąc odpracowuję karę, ale nie narzekam. Żadna praca nie hańbi.
Chociaż obecnie nie zarabiam pieniędzy dla siebie, a moja pensja trafia na konto rodziców,
jestem z siebie dumna. Staję na wysokości zadania. Jedynym minusem jest brak
wolnego czasu. Czuję, jakbym od wieków nie wybrała się na żadną imprezę i ten
fakt zaczyna mi ciążyć. Nie chodzi tutaj o pijaństwo, głośną muzykę czy tłum
spoconych nastolatków. Chciałabym chociaż wyskoczyć na zakupy z moją męczącą
siostrą. Charlotte to mały upiór, który używa swoich nieco krzywych kłów w
nieodpowiednim momencie (dosłownie i w przenośni). Jest wredna, denerwująca,
humorzasta i mogłabym wymieniać do utraty tchu, ale to wciąż rodzina. Oprócz
tego jej podobieństwo do taty mnie przeraża. Jest jego młodym, kobiecym klonem,
ślicznym klonem. Ma małe szmaragdowe oczy w kształcie migdałów, delikatne, lecz
stanowcze rysy twarzy, mały podbródek i pulchne usta. Jak na swój wiek jest
wysoka, najwyższa z dziewczyn w swojej klasie. Tak, przy niej rodzice bardziej
się postarali. W moim przypadku ich niedoświadczenie wzięło górę, to
przynajmniej moje założenie.
Etykiety:
amy belmonte,
barabarapalvin,
barbarapalvin,
bieber,
chavez,
fanfiction,
friend,
jbfanfiction,
jbff,
justin,
justinbieber,
lidgff,
opowiadanie,
rozdzial10
1 listopada 2014
Rozdział 9 "Darkness"
Proszę przeczytajcie notkę pod rozdziałem.
3rd person Pov*
3rd person Pov*
Kobieta w
średnim wieku po raz kolejny wpatrywała się mętnym wzrokiem w klarowny, mocny
cydr, który należał do jej ulubionych trunków,
znajdujący się w kryształowej szklance. Tego dnia ukryty barek w jednej
z szafek jej ogromnego biurka, został praktycznie opróżniony. Nie liczyło się
dla niej to, że nie należy pić w miejscach, a tym bardziej godzinach pracy.
Cóż, nie wyrzuci się z własnej firmy. Przykre zrządzenie losu, bo może ktoś
powinien ocucić ją z amoku, w jakim trwa od dłuższego czasu. Przeciągnęła
wolną, drżącą dłonią po ściśle spiętych w koka kasztanowych włosach. Schludne
ubranie, składające się z ołówkowej, czarnej spódnicy za kolano, białej,
satynowej, przylegającej do ciała koszuli, a także marynarki i szpilek pod
kolor spódnicy. Wszystko idealnie wyprasowane oraz czyste, jakby ubrania były
przed chwilą kupione lub ściągnięte od projektanta. Porządek panował nie tylko
w jej wyglądzie, ale w przestrzeni, jaka ją otaczała. Pedanckie nawyki, takie
jak układanie na ostro zatemperowanych ołówków w równym rządku lub notoryczne
przecieranie ekranu laptopa, były różnie postrzegane przez jej pracowników.
Kiedy któryś z nich z czystej sympatii proponował pomoc, jeszcze tego samego
dnia dostawał wypowiedzenie w trybie natychmiastowym. Zawsze stwarzała wrażenie
silnej kobiety, która twardo stąpa po ziemi. Ale czy na pewno taka była?
Stanęła przy
ogromnym oknie sięgającym od sufitu do podłogi i wpatrywała się w ponury obraz
Chicago. Położyła dłoń na szybie, po której spływały krople deszczu. Chłód
szkła praktycznie nie różnił się od temperatury jej dłoni. Oto jaka jest.
Zimna.
Dostrzegła
swoje odbicie. Nienagannie ubrana, perfekcyjnie wypielęgnowana i uczesana. Ale na prawdę jest przeźroczysta. Nie ma w
niej nic, co jest tak na prawdę ważne. Kolejna pusta jednostka, szukająca
szczęścia w nieszczęściu. Gniew krążył w jej żyłach. Jak mogła dopuścić, aby On
zniknął? Szklanka upadła, roztrzaskując się, a cydr rozlał się po ciemnej
wykładzinie. Jak mogła do tego dopuścić? Porozrzucała szaleńczo wszystkie
dokumenty, znajdujące się na ogromnym biurku. Jak mogła?
- Cztery pierdolone lata!-
wykrzyknęła, siadając na miękkim, skórzanym krześle, łapiąc się za głowę. Nie,
to nie jest jej wina. On ją do tego zmusił. Tak, aż się o to prosił. Zrobił to
specjalnie. Tak. Chciał ją zniszczyć. Rozszarpać na kawałki. Zepsuć jej
karierę, dotychczasowe życie. Tak, na pewno o to mu chodziło.
I cóż, udało mu się.
18+
*muzyka*
Szedł długim
korytarzem podziemni pod klubem "Downtown". Obicia ścian w kolorze czarnym były miękkie i
pięknie mieniły się w biało-czerwonym świetle, jakie dawała podświetlana
marmurowa podłoga. Lubił to miejsce. Cóż, nie bez przyczyny był to najlepszy
klub w Detroit. Piękne kobiety, dobra muzyka i alkohol. Powoli przemierzał
pusty hol, prywatne loże były na prawdę drogie.
Czy chciał tu
być? Nie, ale zobowiązany jest, aby stawić się na każdy rozkaz szefa. Nawet
jeśli jest trzecia nad ranem. Dotarł do krwisto czerwonych dwuskrzydłowych
drzwi, a na jednej z klamek ujrzał, wiszącą na srebrnym sznureczku małą kartkę.
Odczytał ją, a usta wygięły się mu w półuśmiechu. Nie zastanawiając się długo,
pchnął ręcznie zdobione wrota.
Dziewczyna
odziana jedynie w czarne koronkowe stringi i połyskujące, czarne szpilki o
niewiarygodnie wysokim obcasie, siedziała rozkrokiem na ciemnej, skórzanej
kanapie. Jasna karnacja kontrastowała z
niemalże czarnymi włosami, które płynnie opadały na jej jędrne piersi.
Szczupłe, lecz wysportowane ciało oplecione było srebrnymi łańcuchami,
szczególnie przy szyi, nadgarstkach i kostkach. Nie mogła się poruszyć, inaczej
udusiłaby się. W jej ustach spoczywało coś na kształt ustnika lub maski. Nie
miała szans wypowiedzieć jakiegokolwiek słowa. W tym pomieszczeniu tylko jęki
powinny wydostawać się z jej gardła. Białe boczne światła podkreślały atuty
ciała dziewczyny. Całą ścianę za jej plecami pokrywały białe lampki, dodając
pomieszczeniu więcej uroku. Po prawej stronie znajdował się podest ze
schodkami, na którym umiejscowiona została błyszcząca rura do tańczenia, a przy
niej wiła się krótkowłosa blondynka, ubrana w czarne bikini. Lewa strona loży
wyglądała identycznie, łącznie z podobną tancerką. Czarny kolor pokrywał
ściany, podłogi, a także sufit. W głośnikach rozbrzmiewały bass, dodając
pikanterii, która była już niemal namacalna w powietrzu.
Chavez
zaciągnął się papierosem, którego zapalił, podczas oględzin loży. Chłopak
powoli podszedł do kruczowłosej. Przejechał palcem od jej pępka, pomiędzy
piersiami, aż pod podbródek, który uniósł. Popiół swobodnie zlatywał na ciało
Evy. Czy miała tak na imię? Tego nie wiedział i nie chciał wiedzieć, ale jej
spojrzenie przypominało mu pierwszą kobietę w raju. Niewinne oczy, ale skłonne
poświęcić swoją duszę diabłu. Biedna Eva nie była świadoma, jak zakażone jabłko
właśnie zrywa. Powinna siedzieć w pokoju, uczyć się, a nie oddawać jakiemuś mężczyźnie.
Ale co to go obchodzi?
Objął dłońmi
jej piersi, jednocześnie, wydmuchując dym prostu w twarz dziewczyny. Szatynka,
usiłując uniknąć jakiegokolwiek dotyku, próbowała kopnąć chłopaka. Niestety ten
czyn był bezmyślny, gdyż w tym samym momencie łańcuchy zacisnęły się na jej
ciele, wyginając je w łuk. Stłumiony krzyk wydarł się z jej gardła. Jednak nikt
nie usłyszy biednej Evy, nikt nie chciał jej usłyszeć.
Dylan nieco
już zirytowany, odsunął się. Zorientował się, że dziewczyna jest świeżym
towarem, inaczej nie próbowałaby się bronić. Ciekawe tylko czy przyszła tu z
własnej woli, czy odpracowuje dług swoich bliskich. Mimo tego, chłopak
odpuścił. Jeżeli nie chce jego dotyku to proszę bardzo, rozwiążemy ten problem
w inny sposób. Nie zastanawiając się dłużej, ściągnął blondynki na kanapę
szatynki. Przez krótką chwilę napawał się widokiem trzech pięknym i prawie
nagich kobiet, lecz zaprzestał tych czynności, zdając sobie sprawę, że będzie
mógł to robić przez całą noc. Gorąca muzyka podsycała jego zmysły. Usiadł w
twardym, ale wygodnym fotelu, pasującym do reszty pomieszczenia. Znajdował się
w takiej odległości, aby mógł bez przeszkód oglądać seans. Wrzucił niedopałek
do popielniczki na stojącym obok stoliku. Po chwili szklanka z jego ulubionym
alkoholem znalazła się w jego dłoni, dzięki prywatnej kelnerce w skąpym
stroju. Zamachnięciem dłoni dał sygnał
blondynkom, że mogą zaczynać.
Dziewczyny
zaczęły ciągnąć łańcuchy przy ciele Evy, sprawiając, że musiała wyginać się pod
różnym kątem, a z jej gardła wydzierały się jęki, spowodowane bólem. Ich dłonie zaczęły przemieszczać się po jej
skórze. Nacierały ją, drapały i głaskały. Schodziły coraz niżej, aż do centrum
szatynki. Ich języki zaczęły lizać jej szyję, piersi. Chwilę później dodały
jeszcze zęby, ciągnąc za brodawki spętanej dziewczyny. Eva chociaż bardzo
chciała, nie mogła nic poradzić na to, że wzbierała się w niej ekscytacja, a
jęki były nie tylko dzwiękami cierpienia, ale i przyjemności. Ostatkami sił
spojrzała głęboko w oczy młodego mężczyzny, lecz w jego oczach ujrzała jedynie
ciemność.
„Ból przyćmił
strach, a ciemność uśmierzyła ból.”
Jej?
Czy
Jego?
Proszę każdego o wyrażenie sugestywnej opinii na temat rozdziału, bo dopiero teraz wgryzamy się w fabułę. Pragnę wiedzieć, co podoba się Wam, a co przeszkadza; co ciekawi, a co nudzi.
Zmieniłam hasztag (twitter) na #LiDGff, ponieważ wcześniejszy miał powiązania z iSpotem.
Zmieniłam hasztag (twitter) na #LiDGff, ponieważ wcześniejszy miał powiązania z iSpotem.
Czytasz = Komentujesz = Motywujesz = Nowy rozdział
Zapraszam na niesamowite opowiadanie - Collision.
Etykiety:
amy belmonte,
barabarapalvin,
barbarapalvin,
bieber,
chavez,
darkness,
dylan,
dylanchavez,
fanfiction,
jbfanfiction,
jbff,
justin,
lidg,
opowiadanie,
rozdzial9
6 sierpnia 2014
Rozdział 8 "Do my dance"
pochylony tekst - retrospekcja
Amy Pov*
Przeskoczyłam ostatnie dwa
schodki ganku i już miałam sięgnąć po klamkę, kiedy drzwi otworzyły się same,
ukazując moją mamę z groźnym wyrazem twarzy.
- To dla ciebie znaczy
natychmiast? – krzyknęła, przepuszczając mnie do wnętrza domu. Kobieta stała
cały czas nade mną, wypalając dziury w moim ciele, a także karciła wzrokiem za
każdym razem, gdy spojrzałam w jej stronę. Zrzuciłam buty wraz z torbą przy
jednej z szaf przedpokoju. Następnie zostałam pociągnięta za rękę do salonu.
Usiadłam na kanapie naprzeciwko telewizora i położyłam stopy na puchatym
dywanie. Och, jak bardzo chciałabym tu być w celu obejrzenia jakiegokolwiek
serialu. Po prawej stronie w skórzanym i zarazem obszernym fotelu siedział mój
ojciec ze srogim wyrazem twarzy, zaś po lewej w swoim ulubionym karmelowym i
niesamowicie miękkim – moja mama. Zapadła niezręczna cisza, podczas gdy rodzice
wpatrywali się w moją osobę.
- Może się jakoś wytłumaczysz? –
żachnął Henry, odwracając wzrok, jakby patrzył na jakąś odrazę.
- Poszłam na plażę i potem
spotkałam Cooper’a wraz z przyjaciółmi, a także kolegów ze szkoły. Skończyło
się na tym, że była mała impreza w domku przy plaży. – powiedziałam cicho,
gestykulując dłońmi oraz wykręcając palce. Robiłam to prawdopodobnie za każdym
razem, gdy się denerwowałam.
- Mogłabyś łaskawie głośniej? –
Henry definitywnie ze mnie kpił. Albowiem, złożył ręce jak do modlitwy i
patrzył, jakbym miała co najmniej siedem głów.
- BYŁAM NA IMPREZIE NA PLAŻY! – powtórzyłam głośniej i wyraźniej w stronę
Henry’ego, wpatrując się w jego twarz równie przenikliwie, co on w moją.
- Czuć od ciebie alkohol. – skomentował, wstając. Świetnie. W tym całym pośpiechu zapomniałam przynajmniej zjeść miętówki. Tym samym przekroczyłam granicę do maksymalnych możliwości. Czeka mnie szlaban, najmniej do pięćdziesiątki. Speszona podniosłam się z kanapy. Nienawidziłam takich sytuacji, choć zdarzały się rzadko. W większości to ja byłam na „dywaniku”. Zawsze rozpętywała się kłótnia i to nie mała. Rodzice wiecznie się martwią o to, co sąsiedzi powiedzą. Nie martwili się o mnie. Nie obchodziły ich moje problemy. Byłam jak niepotrzebny pachołek, który jak na złość zawsze się przewraca na drodze, uczącego się młodego kierowcy.
- Czuć od ciebie alkohol. – skomentował, wstając. Świetnie. W tym całym pośpiechu zapomniałam przynajmniej zjeść miętówki. Tym samym przekroczyłam granicę do maksymalnych możliwości. Czeka mnie szlaban, najmniej do pięćdziesiątki. Speszona podniosłam się z kanapy. Nienawidziłam takich sytuacji, choć zdarzały się rzadko. W większości to ja byłam na „dywaniku”. Zawsze rozpętywała się kłótnia i to nie mała. Rodzice wiecznie się martwią o to, co sąsiedzi powiedzą. Nie martwili się o mnie. Nie obchodziły ich moje problemy. Byłam jak niepotrzebny pachołek, który jak na złość zawsze się przewraca na drodze, uczącego się młodego kierowcy.
- Jaką ty rodzinie opinie
tworzysz? – wykrzyknął mężczyzna, wskazując palcem w moją osobę. – Jestem
policjantem do cholery! Co ludzie z zewnątrz pomyślą? Córka komisarza pije
sobie z jakimś towarzystwem na umór! – i było tego znacznie więcej, lecz nie
miałam zamiaru tego wysłuchiwać. Pobiegłam w stronę schodów na piętro, zgarniając
po drodze torbę.
- Od jutra za każdym razem po szkole zawozisz siostrę na
lekcje skrzypiec, a później idziesz pracować na zmywaku w restauracji matki i
nie interesuje mnie jak wyrobisz się z odrabianiem pracy domowej lub robieniem
twoich gówien! – mężczyzna stał tuż u spodu schodów. Szybkim krokiem przeszłam
hol i zakluczyłam się w moim pokoju. Rzuciłam torbę na łóżko, a następnie
zabrałam laptopa ze stolika nocnego. Włączyłam wieżę oraz słuchając ostatniej
płyty Beyonce, otworzyłam nowe okno w przeglądarce z Facebook’iem. Zalogowałam
się na portalu społecznościowym, lecz to, co na nim ujrzałam przeraziło mnie do
szpiku kości. Miałam ogromną ilość powiadomień dotyczących oznaczeń na
zdjęciach, a także polubień pod dodanymi świeżo fotkami. Tylko jest jedno ale.
Ja nie wrzucałam żadnych nowości od ponad kilku miesięcy. Zauważyłam również,
że mam w znajomych Buena’ę, Gigi i chłopaków. Wszystkich oprócz Dylan’a. Na
stronie głównej znajdowały się zdjęcia z imprezy. Powoli zjeżdżałam w dół
strony, śmiejąc się z dziwnych póz Rey’a i Moss’a. Tak, zdecydowanie tamten
wieczór był udany. Jeżeli ktoś spytałby się mnie, czy żałuję, to bez
zastanowienia zaprzeczyłabym. W większości relacje z zeszłej nocy były na
profilach Ventury i Perezowej, lecz i u mnie coś się znalazło. O czwartej nad
ranem rzekomo ja dodałam zdjęcie, jak wszystkie z dziewczynami stoimy na plaży.
Każda w bikini z wiatrem we włosach. Gigi paliła prawdopodobnie joint’a, Nina
miała dziwny wyraz twarzy, ja z Bueną śmiałyśmy się, a za nami w oddali widać
było posturę i uśmiech Moss’a. Zdjęcie dostało również podpisek „pozytywnie :)”
. Liczba polubień była zdumiewająca, gdyż ponad dwieście pięćdziesiąt, zaś
komentarzy około trzydziestu. Natychmiastowo zaczęłam je przeglądać. Ludzie ze
szkoły dodawali wpisy typu: „zajebiste laski”, „do twarzy Wam z uśmiechem”,
niektórzy zazdrościli nam świetnej imprezy, a także żalili się, że ich tam nie
było. Najbardziej rozśmieszyły mnie komentarze Gigi, Ventury, a także Moss’a i
Rey’a.
Timothy Moss: najlepsze ciasteczko
Gigi Perez: które?
Timothy Moss: te za tymi szprychami
Buena Ventura: ja tam niczego nie widzę oprócz tego
murzyna zlewającego się z tłem
Timothy
Moss: otóż to
Jeffrey Barthes: najlepsze jest to czego tu nie widać
Gigi Perez: mówisz o Chavez’ie? myślałam, że interesują
cię szparki lmao
Timothy Moss: Jeffrey, dojebała ci
Jeffrey Barthes: wiem, przyzwyczaiłem się
Przejechałam nieco niżej i zobaczyłam komentarz nikogo
innego jak Anthony’ego Ricardson’a. Najprzystojniejszego (do czasów Dylan’a) i
najbardziej czarującego chłopaka w szkole, a także napastnika drużyny
koszykarskiej. Napisał, że jestem piękna. Moja szczęka prawdopodobnie spadła z
pierwszego piętra do piwnicy, a ciało już wyginało się w tańcu szczęścia. Nagle
okienko wieloosobowego czatu wyskoczyło na pulpicie.
Gigi: patologia z twojej szkoły zaprasza mnie do znajomych
Ja: haha, nie przyjmuj ich
Buena: ja przyjęłam i jakiś
przystojniaczek zaprasza mnie na randkę
Timothy: i tak nie ma
seksowniejszych ode mnie
Rey: chyba siebie w lustrze nie
widziałeś
Ja: ej ej kto z was wdarł się na moje konto?
Buena: na instagramie?
Buena: aaa na FB to ja z Gigi
Beuna: nie obraź się kochana
Buena: <3
Timothy: jaki spam lol
Ja: nie gniewam się J
Ja: aaa okej
Ja: czekaj jaki instagram! Zabije
was!
Timothy: podaj datę, chce
wiedzieć, kiedy kopnę w kalendarz
Natychmiastowo rzuciłam się w
kierunku mojej torby. Szukając telefonu powyciągałam wszystkie rzeczy. To
prawda, że kobieca torebka jest jak studnia bez dna. Ręcznik, sweter, czyjaś
koszulka, portfel, butelka wody, ale telefonu brak. Chwila, wróć. Czyjaś
koszulka? Dotknęłam materiału o mocnym zapachy męskich perfum, które mogłam już
rozpoznać. Z całą pewnością czarny t-shirt należał do Dylan’a. Tylko jak on tu
się znalazł? Możliwe, że przez przypadek zgarnęłam go z domku na plaży. Nie
jestem pewna czy mam go oddać. To znaczy powinnam go zwrócić, jednakże
właściciel chyba nie obrazi się, jak przywłaszczę sobie jego koszulkę. Cóż
przynajmniej mam taką nadzieję. Do przejrzenia została mi jedynie boczna
kieszonka, w której zawsze znajdują się klucze. Otworzyłam ją i zgadnijcie co.
Pan Frytka się znalazł. Tak, mój telefon nazywa się Pan Frytka. Od razu wzięłam
go do ręki i uruchomiłam wybraną aplikację. Zobaczyłam pięć zdjęć. Pierwsze
przedstawiało brzuchy chłopaków i na celu było wybranie najlepszego. Cóź padło
na abs Dylan’a. Nie żebym się tego wcale nie spodziewała. Na drugim zdjęciu Rey
oraz Moss całowali moje policzki i obejmowali w pasie. Kolejne to selfie z
Dylan’em, na którym akurat dobrze wyszłam, a chłopak jeszcze lepiej. Tak
podobało mi się, cholernie. Następny post przyprawił mnie o niemałe dreszcze i
niesamowicie przeraził. Przedstawiał mnie i Chavez’a, leżących razem w łóżku,
przytulonych do siebie oraz okrytych do połowy kołdrą, z opisem „słodziaki już
zasnęły”. Zamknęłam oczy i ponownie otworzyłam. Powtórzyłam tą czynność kilka
razy mając nadzieję, że obraz przede mną zniknie. Jednak się nie udało. Byłoby
miło gdybym cokolwiek z tego pamiętała. Alkohol wyprał mi większość imprezy.
Nagle dostałam nowy komentarz do wyżej wymienionego zdjęcia - „Gruba dziwka”.
Ból ogarnął moją klatkę piersiową, a oczy stały się szklane. Bez zastanowienia
usunęłam komentarz, lecz efekty, jakie spowodował się nasiliły. Jasne, zdawałam
sobie sprawę, że nie wszyscy mnie lubią, ale nigdy w całym moim życiu nie
dostałam tak poniżającej opinii. Wyłączyłam telefon, kładąc się na łóżku. Z
tego co zdążyłam wcześniej zauważyć to, że na ostatnim poście, któryś z
chłopaków trzymał kieliszek tequili z plasterkiem cytryny na swoim umięśnionym
brzuchu.
Tequila. Szoty. Zakład. O
cholera.
Wytatuowany blondyn dumnie kroczył ze zwycięską karteczką z numerem komórkowym w dłoni. Uśmiechał się zadziornie, a zarazem zwycięsko w moim kierunku. Właśnie kilka minut temu, ograł mnie i dopiero teraz, zdałam sobie z tego sprawę. Czekaj, co było tego ceną? Ah tak, szoty z mojego ciała. Nic wielkiego. – powiedziałaby jakaś tania dziewczyna, którą w tym momencie na nieszczęście nie byłam. Tak, na nieszczęście. Dla niej to byłby pikuś, a dla mnie jebany Mount Everest. Moja głupota prawdopodobnie sięga zenitu.
- Nie mów mi, że się boisz,
mała. – Dylan spojrzał prosto w moje oczy, jakby chciał przedrzeć moją duszę na
wylot. Czy się bałam? Nie, ani trochę. Ja tylko dygałam z przerażenia. Tylko. I
prawdopodobnie podałabym tu przykład bohatera jakiejś książki, jednak nikt nie
wydaje się być głupszy ode mnie. Najgorsze jest to, że Dylan mógł umieścić
kieliszek gdziekolwiek zechciał na moim ciele. Wszędzie. Och, głupiutka. Gdybyś
ty jeszcze wiedziała, co on ma w tej głowie i co na ciebie szykuje - zamknij
się resztko mojej godności.
– Cóż, przykro mi, ale z zakładów ze mną nie
da się wycofać. – powiedział z satysfakcją, przygotowując drink. Chłopaki
zaśmiali się w tyle.
- Współczuję ci dziewczyno. –
Buena dodała ze skruchą w głosie – Będziesz musiała znosić jego twarz, z tak
bliskiej odległości. – blondas zerknął na Venturę z udawaną złością i po chwili
rzucił w nią swoim t-shirtem. Tak, był bez koszulki i najwidoczniej nie miał
zamiaru się ubrać.
- To gdzie masz zamiar
umieścić ten kieliszek? – zapytałam z lekką niepewnością chłopaka, który
natychmiastowo po usłyszeniu tego pytania, przybrał zadziorny wyraz twarzy.
Podniosłam brew, jakbym tym mogła poznać, chociaż trochę jego nikczemnego
planu.
- A kto tu mówił o jednym
kieliszku? – zaśmiał się. W najmniejszym stopniu nie spodziewałam się tego.
Przebiegły sukinsyn. Chłopaki jak wierny chórek blondyna, zagwizdali.
Zgodnie z instrukcjami Dylan’a
położyłam się na kocu, który był wystarczająco miękki i puszysty. Jak się domyślacie,
byłam jedynie w bikini. Reszta grupy siedziała obok na swoich ręcznikach z
kolejnymi piwami w dłoniach. Słońce chowało się za horyzontem, a niebo było
niezwykle malownicze i kolorowe. Muzyka rozbrzmiewała z przenośnego głośnika na
dobre pół kilometra. Powinnam trzepnąć Tygę za jego seksualne podteksty w
piosenkach, które tworzyły dość pikantny jak dla mnie klimat. Jakby już sama
sytuacja nie była wystarczająco obnażająca. Amy sama wlazłaś w to gówno, więc
się z niego wywiąż. Co z tego, że wcześniej wypiłam już kilka piw, teraz czułam
się stu procentowo trzeźwa, choć nie sądzę, abym jutro cokolwiek pamiętała.
Przybrałam wygodną pozycję. Chłopaki wybrali jak najbardziej proste miejsce,
aby kieliszki się nie przechylały, a także żebym leżała w miarę równo. Tuż obok
mnie ustawione zostały naczynia ze zmrożoną wcześniej (nie pytajcie gdzie, bo
nie wiem) tequilą, pokrojonymi plastrami cytryny, a także solą w plastikowej
miseczce. Wdzięczna byłabym, gdyby ktoś dokładnie wytłumaczył mi, na czym
polegają szoty przed zawarciem zakładu. Szlag to brał. Chwilę później pojawił
się blondyn. Opuścił dłońmi moje nogi, gdyż poprzednio były zgięte w kolanach.
Przyglądałam się jego twarzy i skupieniu jakie jej towarzyszyło. Żuchwę miał
zaciśniętą. A jego linia szczęki była niesamowicie ostra i pociągająca. Amy,
stop. To nie czas na twoje miłosne rozterki. Wracając, jego naga klatka
piersiowa była tak blisko, że ciarki przeszły przez moje ciało. Na nieszczęście
chłopak to zauważył i jakby od niechcenia przejechał opuszkami palców po linii
mojego brzucha. W tyłu zabrzmiały gorące wiwaty czarnoskórych z towarzyszkami.
To wygląda jak scena gry wstępnej w jakimś pornosie z obecnością publiczności w
tle. Matko kochana. Chavez uśmiechnął się do mnie, w ten sposób, w jaki pedofile
w filmach przyciągają swoje ofiary. Usiadł na moim pasie, jak najdelikatniej
potrafił, po czym spojrzał się w kierunku mojej twarzy.
- Masz zamiar siedzieć tu całą
noc? – powiedziałam rozdrażniona. Chciałabym mieć to już za sobą, a ten to
przeciąga jak tylko najdłużej może.
- Jeśli będę chciał. – mruknął, biorąc owoc do ręki. –
Tańcz po mojemu, mała.* – szepnął wprost w moje usta, opierając dłoń nad moją
głową i stykając swoje rozgrzane ciało z moim, chłodnym. Następnie umieścił
cytrynę w moich wargach i uśmiechając się triumfalnie sięgnął po sól. Rozsypał
ją w linii, zaczynając poniżej piersi (cieszyłam się, że miał jakieś opory,
żeby nie wepchnąć tego między nie), a kończąc na pępku, gdzie włożył mokre od
zimnego alkoholu naczynie. Ździwiłam się, gdyż miał umieścić na moim ciele
kilka kieliszków. Widocznie to dostrzegł, gdyż ponownie pochylając się (tym
razem do mojego ucha) wyszeptał:
- Dziś się nad tobą zlituję,
ale kiedyś wrócę po resztę nagrody.
Potem raptownie zniżył się do
mojego brzucha oraz przyłożył usta do naczynia, które jak na złość się
przechyliło, wylewając odrobinę trunku, spływającego wprost do lini mojego dołu
od stroju. Dreszcze przeszły przez całą mnie. Nie tylko z powodu tego, że
alkohol był bardzo zimny, ale z zadowolenia na twarzy chłopaka, gdy odrobina
drinku wylała się z kieliszka. Teraz nie liczyła się reszta grupy. Byłam jak
zamknięta w bańce. Tylko ja i Dylan. Ile bym dała, żeby wiedzieć, co siedzi w
tej jego makówce. Wtem blondyn podniósł spojrzenie na mnie. Przejechał językiem
po swoich wargach, po czym wciąż wpatrując się w moje oczy zjechał nim do
miejsca, gdzie spłynął alkohol. Przyłożył język do mojej skóry. To uczucie było
dziwne. Jego mokry, śliski mięsień ocierał się o mnie. Z czasem stawało się to
nawet przyjemne. Tylko te ciemne jak noc oczy, wpatrywały się we mnie z taką
intensywnością i pożądaniem, że wiłam się pod Dylanem jak marionetka.
Dosłownie. Gdy już dotarł do kieliszka, dwie fabryki czekolady zamknęły się i
jednym szybkim ruchem, przechylił naczynie w ustach. Następnie zlizał sól, jaką
wysypał w równej, cienkiej linii, aż do piersi. Jego ciało było niemalże
przyciśnięte do mojego. Czułam jak naprzemiennie jego mięśnie napinają się i
rozluźniają, gdy zmieniał pozycje. Co chwilę jego dłoń sunęła gdzieś na mnie, by
ponownie spowodować dreszcze i ciarki. Już był nad moją twarzą. Położył swoją
szorstką, dużą dłoń na mój policzek. Wpatrywałam się w niego jak w obrazek, na
to co robił, na wyraz jego twarzy, na jego umięśnione ciało nade mną. Karmelowe
oczy otworzyły się. Był tuż przy mnie. Nasze nosy prawie się stykały. Powoli
pochylił się niżej. Jego niesamowicie miękkie usta nieznacznie otarły się o
moje, gdy pochwycił cytrynę, zaczepiając zębami o moją dolną wargę i przy
okazji pociągając ją. Smakował solą, a wargi miał chłodne i śliskie.
Czytasz = Komentujesz = Motywujesz = Nowy rozdział
Damy wkracza do akcji :) Przepraszam, za jakość tej sceny lol (choć mam nadzieję, że się podoba) Rozdział wrzuciłam jak najszybciej mogłam, gdyż jestem na wyjeździe i dopiero teraz zdobyłam (cudem) internet. Następny najprawdopodobniej coś w okolicach tygodnia, półtorej. Trzymajcie się.

9 lipca 2014
Rozdział 6 "Deceit"
- Ciebie też miło widzieć Belmonte. - chłopak swoimi karmelowymi tęczówkami niemalże przeszywał moją twarz i dekolt. Niezręcznie zaczęłam pocierać dłonie, przy okazji wykręcając palce w każdą możliwą stronę.
- Um, cześć Dylan. - wymamrotałam z zażenowaniem, na co on cwaniacko się uśmiechnął. Tak, ten chłopak definitywnie mnie zawstydza. Jak zresztą każdy. - podsunęła moja podświadomość. Zamknij się, nikt cię nie pytał.
- Jakiś problem? - odezwał się głos za mną. Oh, błagam. Odwróciłam się, aby ujrzeć Ethana z zaciętą miną wpatrującego się w Chavez’a. Brakuje mi tu jedynie bójki, chociaż tak naprawdę nie wiem z jakiego powodu miałaby wyniknąć. Potencjalny Australijczyk, bo właśnie tak nazwałam blondasa z opalenizną i dredami, wydaje się miły, ale jest najwyraźniej bardzo zaborczy, mimo że nic szczególnego mnie z nim nie łączy. Zerknęłam na Dylana, który podniósł krzaczastą brew, a jego mina wyrażała czystą kpinę. Momentalnie objął moją talię ramieniem, przyciągając do swojego ciała. Wytatuowana dłoń muskała moją skórę na biodrze, wysyłając przyjemne dreszcze i powodując kojące ciepło. Zerknęłam na twarz brązowookiego, nie rozumiejąc jego gestu, nie żeby mi się nie podobało.
- Widzisz tu jakiś problem, mała? - szatyn spojrzał na mnie, uśmiechając się ciepło. Miałam ochotę wybuchnąć śmiechem, nie dlatego, że Dylan wyglądał jak pedofil, ale dlatego, że Ethan dosłownie kipiał ze złości. Pokręciłam przecząco głową, palcami gładząc swoją brodę by uniknąć palącego wzroku Pseudo-surfera, tak to kolejna ksywka, ale cóż nie mogę się powstrzymać.
- Amy możemy porozmawiać? - zostałam niemalże odciągnięta przez Pana Zaborczego. Uścisk Ethan’a na moim barku był tak mocny, że mogłam się założyć, że jego knykcie zbielały, a wkrótce pojawi się tam siniak.
- To boli! - krzyknęłam gwałtownie, przez co moja ręka została natychmiastowo puszczona. Staliśmy przy samym brzegu, naprzeciwko siebie. Czułam jak woda obmywa moje stopy, ale to za nic nie zmniejszyło moich nerwów. Wpatrywałam się w chłopaka z niedowierzaniem, trzymając za obolałe miejsce. Domyślałam się, że brązowooki przygląda się nam z odległości.
- Przepraszam. - Ethan westchnął i delikatnie skinął głową na moje ramię. - Posłuchaj, on się mi nie podoba. - spojrzał na mnie przeszywającym wzrokiem. On chyba żartuje. Zachowuje się jakby był moim ojcem, a nie kolegą. W gruncie rzeczy to powinnam czuć się bezpieczniej w towarzystwie Dylana, bo to jego "znam" dłużej, a nie z blondasem, którego spotkałam zaledwie kilka godzin temu. Myślałam, że Australijczyk jest dobrym materiałem na przyjaciela, ale najwidoczniej się myliłam. Zdążył mi już zaleźć za skórę.
- To chyba dobrze. Jesteś hetero tak? - postanowiłam go spławić w najbardziej nieznośny jak na moje możliwości sposób. Niemalże wydawało mi się, że usłyszałam bardzo charakterystyczne parsknięcie Chavez’a. W tym momencie mina Ethan’a była przekomiczna. Sądziłam, że jego oczy zaraz wylecą z orbit, a szczęka dosięgnie ziemi.
- Tak! – wrzasnął zirytowany. Jeśli wcześniej uważałam, że się go nie boję, to teraz całkowicie przeczę temu stwierdzeniu. Definitywnie nie zostaniemy przyjaciółmi. Nawet nie mam zamiaru, zobaczyć się z nim ponownie. Kilkoro ludzi na plaży obejrzało się na nas. Nerwowo założyłam za ucho kosmyk włosów, które spadły na moją twarz. Zebrałam w sobie na tyle siły, aby odpowiedzieć chłopakowi mocnym, zdecydowanym głosem:
- To nie widzę, w czym masz problem. - mówiąc to odeszłam do niego, zauważając, że obok Dylana stoi kilka nieznajomych mi osób z alkoholem i słodyczami w aluminiowych torbach. Już miałam usiąść na ręczniku, kiedy ktoś przycisnął swoje ciało do mojego, wykrzykując:
- Cześć śpiochu.
- Cześć Rey. – uśmiechnęłam się uprzejmie, rozpoznając głos, a także oddałam uścisk. Czarnoskóry był w porządku i wydawał się dobrym kumplem.
- Mam nadzieję, że kanapa ci odpowiadała. – zaśmiał się półgębkiem.
- Obudziłam się w samochodzie i nie kojarzę nawet twojego salonu. Jakoś nie było czasu się przyjrzeć. – zmarszczyłam brwi. To prawda, nie przypominałam sobie wyglądu pokoju dziennego Jefferey’a. Za plecami czarnoskórego spostrzegłam dwóch innych chłopaków. Jeden uśmiechał się zalotnie i miał ciemną skórę, jednak jaśniejszą niż Roy. Ubrany był w zwykłą, szarą koszulkę na ramiączkach, uwydatniającą jego mięśnie oraz ciemne spodnie, spod których wystawała szara gumka bokserek i czarne buty sc. Swój wygląd dopełniał kraciastą koszulą przepasaną w pasie oraz srebrnym naszyjnikiem na szyi.
- My się chyba jeszcze nie poznaliśmy, piękna. - powiedział pewnym siebie głosem. Czy wszyscy z paczki Chavez'a mają przebojowość niemalże wszczepioną?
- Jestem
Amy. – odparłam oschle. Miałam ochotę zdrapać ten błysk z jego oczu, jakby
patrzył na mnie jak na mięso. Czy ja wyglądam na dziewczynę, której jeśli chłopak
powie się jakiś durny komplement albo będzie nadmiernie miłym, to rzuci się mu
w ramiona? Otóż nie. Nie jestem tania, ale inni widocznie tego nie dostrzegają.
Za każdym razem, gdy poznaję nowe osoby mam ochotę uciec jak najdalej. Każda z
nich ocieka tak sztucznością (nie zawsze z wyglądu, ale z zachowania) że
mogliby sprzedawać ją na ebay’u. Poważnie. Komplementowanie przed dobrym
poznaniem jest jak rzucanie grochem o ścianę, chyba że chcesz dziewczynę
jedynie do łóżka.
- Timothy, ale większość mówi mi Moss. – zaśmiał się, podając mi rękę do przybicia źółwika. Odwzajemniłam gest i uśmiechnęłam się przyjaźnie. Ucieszyłam się, że Moss zmienił trochę swoje nastawienie oraz zaczął traktować jak równą sobie, a nie jak kolejną bezwstydnicę. - Nie musiałaś być taka wredna. – wydął wargi, próbując się nie zaśmiać.
Niestety licho mu to wyszło.
-Jethro Dallas. – przedstawił się drugi chłopak. Miał przyjazny wyraz twarzy,
mimo że nawet się nie uśmiechał. Czarna bandana zdobiła jego głowę, a krucze
włosy falowały przy większym podmuchu wiatru. Odziany w ciemne nie za krótkie,
ale i nie za długie spodnie oraz zwykły biały t-shirt, również uwydatniający mięśnie
na jego ciele.
- Amy Belmonte. – odpowiedziałam uprzejmie. Jethro patrzył na mnie sceptycznie,
jakby chciał wyczytać ze mnie więcej niż to możliwe. Po czym jednak zdecydował
się przybić mi żółwika i wysłać mały uśmiech.
- Chłopaki! Alkohol się sam nie przyniesie. – wykrzyknęły jakieś dziewczyny,
przez co chłopaki zwrócili się w ich stronę, wymachując środkowymi palcami. –
Zostawcie tą laskę i chodźcie!
- Narka śpiochu. – zaśmiał się Rey, po czym poczochrał mi włosy. Pozostała
dwójka również się pożegnała. Kiedy odeszli, poczułam za sobą czyjąś obecność.
- Uważaj na nich. Czasami są niezłymi napaleńcami. – zachrypnięty głos trafił
do moich bębenków, wywołując przyjemne dreszcze. Właściciel brzmienia zahaczył delikatnie
zębami o małżowinę mojego ucha, a swoją umięśnioną klatką otarł się o plecy.
Odskoczyłam przerażona, a może bardziej zszokowana, zmierzając w kierunku
swoich rzeczy. Usłyszałam jedynie śmiech chłopaka. Chavez, któregoś dnia
przysięgam, że cię zatłukę. Zmierzałam w kierunku swoich rzeczy, gdzie panowało
nie małe zamieszanie.
- Ethan co ty do cholery odwalasz! – syknął Cooper. Oh, czyli jego kumpel
bardzo się wkurzył.
- Zbieramy się. Nie mam ochoty tu dłużej siedzieć. – wrzasnął Pseudo Serfer, rzucając
w mojego sąsiada ubraniami i torbą.
- Zaraz się kurwa zesrasz. – warknął wkurzony Coops. Przysięgam. Ethan
zachowywał się jak małe dziecko, któremu mama zabrała lizaka. Obrażony na cały
świat psuł nie tylko szanse na dostanie słodyczy, ale również relacje z
rodzicielką. Tak było w tym przypadku. Australijczyk oprócz tego, że zniszczył
kontakt ze mną, to również torturował swoich przyjaciół.
- Muszę już iść, kochanie. – mój przyjaciel
przytulił się do mnie, po czym musnął ustami moje czoło i całą grupą skierowali
się do wyjścia z plaży.
- Musiałaś się z tamtym pokłócić!- naskoczyła na mnie Nina , wymachując rękami
w moją stronę. Jej twarz wyrażała czystą wściekłość. O co miałaby się złościć.
Odjęłam jej coś? Ah tak, nie może już się ślimaczyć z moim przyjacielem. Z irytacją obserwowałam jak krząta się,
zbierając swoje rzeczy.
- A ty co robisz? – smętnie spytałam. Spojrzała na mnie sowimi rozszerzonymi
źrenicami, jakby zaraz miały jej wypaść oczy z oczodołów.
- Nie wiem jak ty, ale ja nie będę sama tak tu siedzieć. – żachnęła, po czym
ruszyła w stronę paczki Chavez’a. Zaledwie kilka sekund później usłyszałam „
Hej, możemy się przysiąść?”, a także zgodę na nasze przyłączenie się. Zebrałam swoje pierdoły i poszłam śladem brunetki.
Ujrzałam poznanych wcześniej chłopaków z Rey’em i Dylan’em, a także dwie
dziewczyny. Jedna z nich, o imieniu Gigi, patrzyła na nas jak na kawałki gówna. Miała ostre rysy
twarzy, ciemne niemal czarne oczy, a jej ombre włosy związane były w
niechlujnego koka. Ubrana była w białe bikini, a ciało miała zgrabne i opalone. Druga
zaś - Buena, zsunęła ręką swoje pilotki na nos, by na nas zerknąć. Jej kształty były
bardziej kobiece, a na sobie miała granatowy strój. Włosy były wygolone po dwóch
bokach, a makijaż mocny. Gdy tylko usiadłam obok swojej przyjaciółki, do moich rąk wręczona została puszka zimnego piwa.
3rd person Pov*
Słońce już chowało się za horyzontem, ledwo odbijając się od
tafli wody. Dziwnie ciepłe jak na wrzesień powietrze otaczało plażę, a piasek
pod stopami był wciąż nagrzany. Harmonię panującą przy jeziorze St. Clair rozbijał
jedynie dźwięczne śmiechy i nowoczesna muzyka. Nastolatkowie bawili się w
najlepsze. W krwi każdego z nich krążył alkohol, w jednych trochę mniej, w
drugich więcej. Niebieskooka szatynka nie myślała trzeźwo i co chwilę
chichotała, jednak nie tylko ona. Jej przyjaciółka i wcześniej poznana Buena,
również ledwo trzymały się na nogach. Głupich pomysłów nie brakowało.
- Chavez! – wykrzyknęła zachrypniętym głosem Amy w stronę
brązowookiego chłopaka, który na wywołanie swojego nazwiska natychmiastowo
zwrócił uwagę na dziewczynę. – Założę się, że nie zdobędziesz numeru tamtej
laski. – uśmiechnęła się zadziornie i wskazała palcem na niedaleko spacerującą
z dziwnym psem osobę, ubraną w długą sukienkę do ziemi oraz z przewiązaną na
głowie wzorzystą chustą. Wyglądała na porządną dziewczynę z zasadami i samymi A
w szkole, cóż pozory mylą. Młody
mężczyzna podzielił jej spojrzenie, podnosząc do góry brwi.
- Jasne, ale wykonam to jakże trudne zadanie pod jednym warunkiem. – parsknął rozumiejąc, że szatynka, mimo tego jak wielki kit jej wkręca, dalej brnie w tą grę. – Jeśli wygram zakład to skosztuję szotów z twojego ciała. – na jego twarzy pojawił się cwany uśmiech, a karmelowe oczy wypełniły roztańczone iskierki. Oczywiście szatynka była w jego typie. Miała krągłości w odpowiednich miejscach, nie nie była gruba. Jej figura była niemalże idealna w jego oczach. Cóż nie tylko w jego, ale również w większości chłopaków ze szkoły. Wielu młodzieńców wzdychało do niej, lecz ona albo tego nie zauważała albo nie brała do świadomości. Jednakże panienka Belmonte była na językach w szkole i niewielu miało odwagę zagadać do córki szanowanego policjanta. Więc jeśli brązowooki miał okazję skosztować co nieco z szatynki, nie zamierzał się powstrzymywać.
- Przez miesiąc będę zawoził i odwoził ciebie ze szkoły. – podsumował chłopak. Takie rozwiązanie było korzystne dla dziewczyny. Uwolniłaby się od martwej ciszy w samochodzie i kłóceniu się o miejsce pasażera z rozpuszczoną siostrą, lecz chciała jak najwięcej zyskać z zakładu.
- A co ja będę z tego miała? – zagadnęła Amy wyraźnie zainteresowana propozycją. Jednak w jej upojonej procentami głowie, zachowała się krztyna przytomności.
- Palcówkę! – wykrzyknął wstawiony Rey, powodując śmiech wszystkich znajomych, a także zarobił kilka rozbawionych spojrzeń od młodzieży dalej.- Przez miesiąc będę zawoził i odwoził ciebie ze szkoły. – podsumował chłopak. Takie rozwiązanie było korzystne dla dziewczyny. Uwolniłaby się od martwej ciszy w samochodzie i kłóceniu się o miejsce pasażera z rozpuszczoną siostrą, lecz chciała jak najwięcej zyskać z zakładu.
- Trzy miesiące. – poprawiła chłopaka z szelmowskim
uśmiechem. Może samo zadanie nie było jak wzięte z księżyca, ale cena była dość
wysoka i Belmonte najwyraźniej nie zdawała sobie z tego do końca sprawy.
- Zgoda. – odpowiedział tym samym Dylan, po czym podał szatynce
rękę do uścisku.
- Przypieczętujcie to. – zawył z ekscytacją Moss, wystawiając przed członków zakładu dwa pełnie kieliszki wódki. Po chwili oboje przechylali naczynia, a ich złączone dłonie, zostały przecięte przez rękę Gigi.
- Przypieczętujcie to. – zawył z ekscytacją Moss, wystawiając przed członków zakładu dwa pełnie kieliszki wódki. Po chwili oboje przechylali naczynia, a ich złączone dłonie, zostały przecięte przez rękę Gigi.
Biedna nie wiedziała, w co się wpakowała.

ROZDZIAŁ 5 | ROZDZIAŁ 6 | ROZDZIAŁ 7
Mam nadzieję, że rozdział się Wam podoba :) W następnym pojawi się punkt widzenia Dylana. I może nie możecie się tego doczekać tak bardzo jak ja. Postaram się wstawić go do maksymalnie 2 tygodni.
Zapraszam do pisania swoich przemyśleń, zadawania pytań na twitterze ( wstawcie #LiDG + @mieczka) na pewno Wam odpowiem, podam dalej albo dodam do ulubionych :)
Jedno pytanie: Czy chcielibyście, aby na twitterze powstało oddzielne konto do opowiadania?
Liczę na rzetelne, szczere komentarze. Poprawiajcie moje błędy, człowiek uczy się przez całe życie. I jeszcze jedno, proszę aby komentarze były dłuższe, a nie składające się tylko z np "super" :)
Zapraszam na Collison :)
Czytasz = Komentujesz = Motywujesz = Nowy rozdział
Subskrybuj:
Posty (Atom)